Czego możemy nauczyć się od dzieci, piszących list do Świętego Mikołaja?



Pisaliście listy do Świętego Mikołaja? Ja tak, przez wiele lat. Ach, cóż to była za ekscytacja... Dużo radości dawało samo myślenie o tym, co mogłoby się dostać. A potem jeszcze rozmyślanie o tym, co rzeczywiście się dostanie i wyobrażanie sobie, że już się to ma. Podwójna radość.


Ten zwyczaj pisania listów - już teraz, jako dorosła - oceniam jako podwójnie przydatny. Biedny Mikołaj miałby inaczej nie lada zadanie - odczytać w myślach małych brzdąców, co każdy z nich chciałby otrzymać. Pewnie by kilka razy trafił dość dobrze, ale na pewno zdarzyłaby się niejedna rozczarowana buzia.


A i dla samych dzieci właśnie pisanie listu to dobre ćwiczenie - na jasne określenie, co sprawiłoby im radość. No bo owszem, dzieci zwykle wiedzą, jaką chcą zabawkę, gdy ją widzą. Ale żeby tak mieć jasność, czego chcę, w różnych wariantach i konfiguracjach? Żeby wiedzieć, co będzie przynosiło mi radość przez cały rok? Dla malucha to jak dekada! To już dla dziecka nieosiągalne bez dobrego przygotowania. A żeby się przygotować, dzieci potrzebuje trochę magii i szczyptę dobrej zabawy. I to właśnie dają listy do Świętego Mikołaja.


I trochę żałuję, że gdy dorastamy to przestajemy pisać listy do Mikołaja. Bo to ważne, żeby na chwilę przystanąć i zastanowić się, o co chcę poprosić. I o co jeszcze? I i co jeszcze?


A niestety, zwykle koncentrujemy się na zabawce, którą widzimy. Która jest przed nami. Przekładając to na przykład związany z karierą (w końcu piszę bloga o rezultatach i harmonii w karierze :) - chcemy dostać awans, lub podwyżkę, lub znaleźć nową pracę, lub poprowadzić zespół projektowy, i tak dalej. Koncentrujemy się tylko na kolejnym, najbardziej widocznym kroku. A ja myślę sobie, że jeśli chcemy poczuć prawdziwą satysfakcję i długotrwałą radość z kariery, to powinniśmy zadać sobie pytanie "I co jeszcze?". A potem zadać je kolejny raz. I jeszcze kolejny. I jeszcze. I jeszcze. Żeby stworzyć listę "prezentów" które jasno określą, czego w ogóle chcemy od naszej kariery. I jaki mamy bardziej długoterminowy cel. Och, to zrobi ogromną różnicę. Zobaczycie.


No i jeśli zachęciłam Was do tego, żeby tak jak dziecko piszące list do Świętego Mikołaja, stworzyć Wasz "list", to nie zapomnijcie go jeszcze wysłać! Bo druga ważna rzecz, która przychodzi mi do głowy, o której zapominamy - to nie mówienie o tym, w jasny i klarowny sposób, czego chcemy.


Uwierzcie mi - Świętemu Mikołajowi naprawdę ciężko się domyślić, co chce każdy z nas. Nawet gdy mi czy Tobie wydaje się to oczywiste - niekoniecznie to widać z innego punktu widzenia.


Wiem, to niełatwe. Pójść i powiedzieć, że chcemy wreszcie zacząć kierować zespołem. Że zasługujemy na poprowadzenie tego dużego klienta. A jeszcze trudniej może być powiedzieć szefowej czy szefowi o szerszych celach naszej kariery.


Niełatwo jest też zrobić to w odpowiedni sposób. Zwłaszcza, jeśli jesteś kobietą - często wolimy mieć nadzieję, że ktoś sam zaproponuje nam nowe możliwości dzięki naszym kompetencjom i ciężkiej pracy. Ale czekanie na bycie zauważoną to nie jest najlepsza strategia. Powiedzenie, czego chcesz i określenie, dlaczego to jest ważne i jak to wpłynie na Ciebie i innych - jest zdecydowanie lepszą. To się da zrobić - i da się to nawet zrobić z wdziękiem. A jeśli nawet napotkasz na odmowę z drugiej strony - próbuj tego samego u innych lub w trochę inny sposób.


Napisz i wyślij swój list - określ i poproś o to, czego chcesz od swojej kariery. To może być jeden z bardziej efektywnych sposobów na osiągnięcie tego, czego chcesz.


Wesołych Świąt!


p.s. Jeśli jeszcze nie masz pewności, jak to zrobić - to mam dla Ciebie dobrą wiadomość :) Już w Nowym Roku będę na Facebooku mówić o 5 strategiach - jak zdobywać to, czego chcesz w karierze: robiąc to, co przynosi wymierne efekty i nie marnując czasu na bezsensowne działania. Jedną z tych rzeczy będzie mówienie o tym, czego chcesz - w odpowiedni sposób. Kto wie, może to Ci pomoże?

27 wyświetlenia

© 2019 by Coaching4results