Usiądźmy i porozmawiajmy



Te trzy odpowiedzi ostatnio otrzymałam od koleżanek, które zapytałam, so słychać.


Powiecie - bardzo różne reakcje? Tak naprawdę reakcje są bardzo podobne - po prostu każda z tych znajomych jest na innym etapie przeżywania zmiany. Bo co jak co - ale chyba większość z nas już zauważyła, że #koronawirus to jednak zmiana… i to duża, w życiu nas wszystkich.


I obserwuję, jak każda z nas, praktycznie modelowo, przechodzi przez etapy reakcji

na zmianę. Ja sama przez nie przechodzę! Więc jeśli dziwi Cię, że na początku z radością

(a może obojętnością) przyjęłaś możliwość pozostania w domu (wreszcie praca zdalna! a może ucieszył Cię mniejszy ruch na drogach?), po czym po kilku dniach zaczęły Cię denerwować puste półki w sklepach czy poodowoływane spotkania i plany…

Lub może zaczynasz smucić się i martwić o dalsze jutro… To po prostu - przechodzisz

przez kolejne, całkowicie normalne, fazy reakcji na zmianę. I Twoje emocje - całkowicie naturalne - temu towarzyszą.


Przeczytajcie, jak to było u mnie:



1. ZAPRZECZANIE - Jaki problem? Nie ma żadnego problemu... jak to - zamykają szkoły?


Nie mogłam uwierzyć. Siedziałam sobie i pracowałam w kawiarni, gdy zadzwonił do mnie mój osobisty małżonek i powiedział, że zamykają szkoły i przedszkola. Uznałam,

że to jakaś przedwczesna interwencja rządu. Przecież raptem mieliśmy wtedy (jeśli dobrze pamiętam) kilka zachorowań. Byłam wtedy na etapie “niewiele wiem, coś tam słyszałam”, a moja przeglądarka jeszcze w najczęściej odwiedzanych nie zdążyła sobie zanotować tvn.24.pl czy wyborcza.pl (oj tak, teraz wpadłam w nałóg sprawdzania wiadomości

co najmniej kilka razy dziennie, a to i tak rzadko w porównaniu do mojego ślubnego).

2. ZAPRZECZANIE c.d. - Może i jest problem, ale przecież póki co mnie on bardzo nie dotyczy, nawet jest całkiem fajnie.


Dwa dni spędzone z dziećmi i mężem w domu były całkiem przyjemne. Zawieszone korporacyjne zlecenia sprawiły, że poczułam się lekko - stres związany z przygotowaniami uleciał, terminy już nie obowiązywały - żyć, nie umierać. Gotowałam, byliśmy na spacerach w lesie, przygotowałam sesję nowej strategii i poczułam wiatr w żaglach.

Z ulgą przyjęłam potwierdzenia, że koronawirus jest łaskawy dla najmłodszych.


3. GNIEW - Czemu nie mogę pracować, tylko muszę zajmować się dziećmi w domu!


Po dwóch kolejnych dniach spędzonych (sama) z dziećmi w domu, z ograniczonymi wyjściami (praktycznie do zera) i niemożliwością zrobienia zakupów (online!) - poczułam frustrację i wszechogarniający pęd do robienia wszystkiego tego, czego nie mogę

- do pracy, wyjść, biegania…


4. NEGOCJACJE - A może jednak to przed Świętami wróci do normy?


Ratowała mnie myśl, że może to w miarę szybko minie… niestety, ta faza trwała u mnie stosunkowo krótko… choć być może jeszcze trwa, bo teraz mam nadzieję, że to wszystko się uspokoi w maju… echhh….


5. DEPRESJA - Zmienia się bardzo dużo! I nie mam na to wpływu...


To pewnie najmniej przyjemna (przynajmniej dla mnie) z faz. Dlatego jak najszybciej staram się z niej wychodzić i przechodzić do kolejnej. Choć ta faza również jest potrzebna - do pełnego zrozumienia: co się zmienia, jaki to ma na nas wpływ, co już nie działa

i nie będzie działać. Towarzyszący smutek to naturalna emocja po utracie i warto go poczuć, żeby rzeczywiście móc iść dalej.

Ja jestem teraz w ciągłym wahaniu między depresją a eksperymentowaniem - próbuję różnych rzeczy i czasem niepewność, czy to nowe będzie dla mnie dobre - jest zwyczajnie trudna. Chwilami mam ochotę nie robić nic - potraktować to jak okres wakacji,

skupić się na tu i teraz i myśleniu “jakoś to będzie” (hmm, chyba mam ochotę się cofnąć do fazy zaprzeczania).

Smutno mi bardzo, gdy myślę o ogromie ludzi, których to, co się dzieje, dotknęło w sposób najbardziej dotkliwy - powodując stratę kogoś bliskiego. Smutno mi, gdy myślę o wpływie obecnego stanu na małe i większe biznesy, stanowiska pracy, poziom życia. Smutno mi, gdy mój starszy syn nie może w naturalny sposób się rozwijać - bawiąc się, spotykając inne dzieci, biegając czy jeżdżąc na rowerze. Smutno mi, że on już będzie ten czas najprawdopodobniej pamiętał...


6. EKSPERYMENTOWANIE - A na co mam wpływ?


Eksperymentuję z planem dnia dla moich dzieci - żeby był dla nas najbardziej radosny,

a jednocześnie najmniej męczący. Eksperymentuję z pomysłami na to “co dalej” zawodowo - na czym się skupić, komu i jak pomagać? Podejmuję decyzję o własnym szkoleniu,

choć zostało przeniesione ze stacjonarnego na online, a specyficzny projekt, dla którego zdecydowałam się na to szkolenie - został wstrzymany i prawdopodobnie będzie odwołany. Działam, próbuję. Pomimo niepewności i wahania.


7. AKCEPTACJA - Dam radę, będzie dobrze!


No nie, jeszcze tu nie jestem. Jeszcze nie mam przekonania, że dam radę. Jeszcze nie wiem, czy będzie dobrze. Jeszcze moje eksperymentowanie się nie zakończyło. Nie wiem, kiedy

to będzie. Życzę sobie i nam, żeby stało się to jak najszybciej. Ale chyba najważniejsze,

to mieć świadomość, że ta faza w sposób naturalny, przyjdzie. Przyjdzie!




I CO JESZCZE JEST BARDZO WAŻNE…


To to, że czasem jest tak, że przechodzimy z jednej fazy do kolejnej, krok po kroku,

a czasem omijamy po drodze którąś z faz.


Czasem bywa też tak, że zmieniające się warunki, nasze emocje lub napływ nowych informacji może nas “cofać” do poprzednich etapów.


Co chyba najważniejsze, to to, by nie utknąć na którymś z etapów na zbyt długo

- bo to nie będzie nam służyć. Jeśli czujesz, że utknęłaś, że nie możesz sobie poradzić - sięgnij po wsparcie. Pojawia się teraz sporo inicjatyw, które takie wsparcie oferują.

Ja również zapraszam na bezpłatną konsultację - w temacie dalszego rozwoju, poszukiwania nowych ścieżek zawodowych czy też odnajdywania sensu w tym, co się teraz dzieje. Usiądźmy i porozmawiajmy.


Umów się


Trzymaj się zdrowo!

© 2019 by Coaching4results