Pojaw się. Pokaż się. To ważne.

Aktualizacja: 27 lut 2019



Przede mną w pewnym sensie wyczyn. W piątek pakuję się do pendolino i jadę z młodszym synkiem na Akademię Coachingu ICF do Gdańska.


Dość długo borykałam się z myślami, czy jechać. Mówiłam sobie, że ze względu na synka nie powinnam: bo zmiana miejsca, bo czas choróbsk wszelakich się zaczyna, bo podróż, bo babcia będzie się nim zajmować, a nie mama przez 80% czasu... Gdzieś w głębi duszy jednak czułam, że to też zwykła obawa przed nowym i nieznanym. Wiadomo, będzie intensywnie, a ja ostatnio dużo nie sypiam ;) Będzie dużo nowych osób do poznania. Będę musiała (chciała!) zaprezentować się jako Coach. I pytanie: „Czy sobie poradzę?” zagnieździło się w mojej głowie.


Ciężko mi się było zdecydować. W pewnym momencie stwierdziłam "nie jadę" i poczułam ulgę. Pewnie i tak musiałabym co chwila wychodzić z zajęć - tłumaczyłam sobie. Pewnie i tak bym niewiele skorzystała. Pewnie i tak wszyscy się zintegrują, a ja nie, bo wieczorami będę usypiać synka.


Znacie te wymówki? Potrafimy przytoczyć całe miliony racjonalnych argumentów, dlaczego nie robić czegoś, czego się obawiamy.


Traf chciał, że akurat w poprzednim tygodniu trwał Women’s Leadership Online Summit, gdzie wspaniała kobieta, Grace Killelea, miała swoje wystąpienie. Jak sama o sobie mówiła, zwracała na siebie uwagę. Była „przy tuszy”, po 50tce i z … uwaga, uwaga… opaską na jednym oku. „Gdybym brała pod uwagę panujące obecnie trendy, w ogóle nie powinnam wychodzić do ludzi”, powiedziała. A jednak. Była tam. Pojawiła się. Pokazywała się. Powiedziała coś, co wprowadziło moje myślenie na inne tory.


"Showing up is doing the things that scare you. Showing up is important."

Postanowiłam się pojawić. Postanowiłam skorzystać z okazji, jaką mam, na to, by się pokazać.


I znowu mam ochotę napisać „my, kobiety…”. I nie wiem, czy mam rację, czy nie? Czy my, kobiety, mamy tendencję do niepojawiania się? Do niepokazywania się? Do odrzucania okazji, by wyjść na przysłowiową scenę i się zaprezentować? Czy to tylko moje rozterki, czy wiele z nas "tak ma"? Czy mężczyźni nie zastanawiają się tyle, tylko po prostu wychodzą i pojawiają się tam, gdzie pojawienie się może przynieść im korzyści?


I nie myślę tu tylko o dosłownych wystąpieniach. Mam na myśli różne sytuacje, których trochę się obawiamy. Niecodziennych. Gdzie nie wiadomo, jak będzie. Gdzie może nam pójść różnie. Gdzie musimy się wykazać. Czy gdy brak jakiejkolwiek presji z otoczenia, raczej odpuszczamy?


Podobno kobiety rzadziej pojawiają się na wszelkich wydarzeniach nieformalnych, na których buduje się (jakże cenne) relacje. Z kilku powodów: bo zwykle dzieją się w czasie "po pracy" - który rezerwujemy dla rodziny. Również dlatego, że nie doceniamy wagi budowania relacji w biznesie. Mamy poczucie (okazuje się, że mylne), że jeśli dobrze wykonamy swoją pracę, to wystarczy do bycia zauważoną. Otóż niestety nie. Relacje, zwłaszcza te mniej formalne i zbudowane w okolicznościach poza firmowych, dają mocnego kopa w rozwoju kariery. I jeszcze jeden powód - nie przepadamy za "pokazywaniem się" - a wydarzenia "networkingowe" takiego pokazania się wymagają.


Ja miałam się raczej za odważną osobę, a jednak… To, że w pracy prowadziłam setki szkoleń i wystąpień, o niczym jednak nie przesądziło. Wciąż miałam ochotę „pozostać w strefie komfortu” ;) i znalazłam mnóstwo powodów, żeby sobie samej udowodnić, że tak jest dla mnie najlepiej.


Mogę sobie gdybać, jak będzie. Ile skorzystam, a ile nie. Czy  moich oczach poradzę sobie świetnie, czy tak sobie. Czy będę się czuła jak ryba w wodzie, czy jak słoń w składzie porcelany ;) Nie dowiem się, jak się nie pojawię.


Wiec się pojawię.


A kiedy Ty masz następną okazję, by się pojawić?

0 wyświetlenia

© 2019 by Coaching4results