Tribute to a (single) working mum of two




Pobudka! 6:00.


Pierwsza myśl - nie było tak źle, prawie się wyspałam i tylko ze 4 czy 5 razy wstawałam w nocy do szkrabów. 


Za chwilę drugi sukces - udaje mi się wstać z łóżka i wyjść z sypialni bez budzenia żadnego z dzieciaków, co oznacza 15 minut porannych oblucji w łazience bez towarzyszących efektów dźwiękowo - emocjonalnych. Nawet kawę sobie zrobiłam i ugryzłam kawałek wczorajszego ciasta, zrzucając niechcący jego resztę na podłogę (w sumie dobrze się stało, w biodra nie pójdzie).


Mleko dla starszaka podgrzewam idealnie na czas, bo właśnie wlewam je do butelki, gdy pojawia się w kuchni, zaspany, z ukochaną papużką pod ręką. W tle już słychać „maaa-maaa, maaa-maaa” malucha, który nie zdążył jeszcze wygramolić się z łóżka.

A potem już z górki. Uprzednio przygotowany i wyprasowany zestaw ciuchów dla każdego z nas, mycie zębów i buziek, zmiana pieluszek, siusiu i oczywiście kupka w momencie, gdy już zakładamy buty do wychodzenia. Ale wychodzimy o planowanym czasie - bo dziś (to już chyba czwarty sukces tego poranka) obyło się bez wielkich awantur i przeciągania zakładania spodni w nieskończoność.


Trochę stoimy w korku, bo przecież budują obwodnicę (przez środek dzielnicy ;), ale odstawienie starszaka do przedszkola idzie sprawnie. Maluch do żłobka trafia 10 minut przed planowanym czasem - to znaczy, że będę miała czas kupić sobie kawę po drodze, super!


Potem już tylko logistyka dojazdu na spotkanie z kubkiem kawy w ręku - sama przyjemność. Idąc, przeglądam się w szklanych ścianach biurowców. Czy ktoś by pomyślał, że ta umalowana, elegancko ubrana kobieta w szpilkach jest samotną mamą roczniaka i trzylatka?


W trakcie biznesowej rozmowy padają kilkakrotnie odwołania do dzieci. Ja - milczę. Nie wiem, czy nie chcę powiedzieć za dużo o czasem mało apetycznych szczegółach opieki nad małymi dziećmi, czy po prostu bycie mamą zostawiłam dziś na chwilę za drzwiami żłobka?


Wracając ze spotkania zmieniam szpilki na wygodne trampki. Za chwilę odbieram malucha. Za chwilę założę t-shirt i legginsy. Ale makijaż zostawię - takie wspomnienie bycia kobietą biznesu, przez pewną część dnia.





To czasem dziwne uczucie, być mamą i kobietą biznesu. Trochę jak odgrywanie ról - gdzie za sceną szybko zmieniamy stroje, żeby nikt się nie zorientował, że przed chwilą byliśmy kimś zupełnie innym. Ale przecież jednak tym samym.




P.S. Ten wpisy był inspirowany prawdziwymi wydarzeniami doświadczanymi przez tysiące, a może i dziesiątki tysięcy kobiet - pracujących mam.

0 wyświetlenia

© 2019 by Coaching4results